|
 |
..::Wywiad::.. //"Gitarzysta"//
wrzesień 2007, rozmawia: Krzysztof Inglik
KI: Na początek pytanie, którego się zapewne nie spodziewasz:
Dlaczego Wolno?
NAP: Przez lata grałem różne gatunki muzyki, ale kojarzony
jestem raczej z bardziej dynamicznym, ekspresyjnym graniem.
Zawsze jednak pewna cząstka mojej osobowości była liryczna i od
dłuższego czasu dojrzewał we mnie zamiar nagrania płyty
balladowej. Postanowiłem nagrać płytę akustyczną, spokojną,
wolną. Dlaczego Wolno? Ten tytuł ma dwojakie znaczenie.
Najbardziej oczywiste, dotyczy tempa utworów, które są tutaj
stonowane i utrzymane bardziej w duchu skandynawskim, ECM-owskim,
niż w duchu stricte amerykańskiego jazzu. Jest też mniej
oczywisty aspekt. Świat mknie do przodu w tak nieprawdopodobnym
tempie, że przestajemy zauważać nawet rzeczy straszne i
absurdalne. W natłoku zdarzeń, szumie informacji i ogłuszającym
huku tysięcy dźwięków stajemy się nieczuli na jakiekolwiek
bodźce. W końcu przestajemy dostrzegać innych, a potem samych
siebie. Chciałbym tą muzyką zachęcić ludzi aby trochę zwolnili,
wyciszyli i zastanowili nad własnym życiem. Drugie znaczenie
tytułu Wolno związane jest z wolnością. Jest to wolność, którą
muzykowi dać może tylko improwizacja. Zaprosiłem więc
kreatywnych muzyków wraz z którymi podczas dwudniowej sesji
improwizowaliśmy na podstawie skomponowanych przeze mnie
tematów. Wszystko nagrane zostało na przysłowiową "setkę".
KI: O ile dobrze rozumiem, utwory były zaproponowane muzykom
w formie luźnych szkiców i potem wyimprowizowane podczas sesji?
NAP: Nie do końca. To były precyzyjnie napisane tematy, czasem
charakterystyczne linie basu, itp. Natomiast dalej była już faza
improwizowana. Przykładowo jeśli mamy fragment, w którym przez 2
takty zapisany jest akord D moll, to każdy muzyk decyduje sam co
zrobić w danej chwili. Można położyć na raz ten akord i go
trzymać przez dwa takty. Można też zagrać w połowie taktu jedną
nutę, która najlepiej definiuje akord. Możliwości jest
nieskończenie wiele. Wszyscy ludzie, którzy grali ze mną na
płycie mieli takie otwarte podejście do kompozycji.
KI: Czy forma utworów była traktowana równie swobodnie co
warstwa melodyczno-harmoniczna?
NAP: Tak. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że ma to być
nagrane na płytę, więc unikaliśmy kilkunastominutowych
maratonów, ale nie znaczy to, że takie sytuacje nie będą miały
miejsca na koncertach. Podczas tej sesji nie było sztywno
ustalonych form. Ludzie, których zaprosiłem są na tyle
doświadczeni, że rozumieją się praktycznie bez słów. Wszyscy
słuchaliśmy się nawzajem, czy to grając solo czy akompaniament,
i w sposób intuicyjny wiedzieliśmy co zagrać w danej chwili,
kiedy zacząć grać, kiedy skończyć, a kiedy nie grać wcale. To
prawdziwa przyjemność grać z takimi muzykami.
KI: Zwykle w wywiadach pada pytanie, dlaczego artysta wybrał
takich, a nie innych muzyków. Muszę przyznać, że podczas
słuchania tej płyty odpowiedź na to pytanie staje się oczywista.
Słychać klasę każdego z muzyków i to, że dają z siebie wszystko.
NAP: Tak, to prawda i nie jest to przypadek. Na perkusji zagrał
Michał Miśkiewicz, który jest fenomenalnym bębniarzem.
Współpracuje od lat z wytwórnią ECM, między innymi z Tomaszem
Stańko. Znany jest też z zespołu Simple Acoustic Trio. Jego gra
nie jest zwykłym utrzymywaniem pulsu. Michał jest niebywale
utalentowany i kreatywny, gra bardzo swobodnie, kolorowo,
improwizuje i dużo dodaje od siebie. W pewnym sensie odmienił on
oblicze tej płyty. Zagrał też ze mną znakomity "basówkarz"
Robert Kubiszyn, poproszony przeze mnie aby zagrał wyłącznie na
kontrabasie, zgodnie z koncepcją płyty. Z Robertem znamy się od
lat i współpracujemy w różnych zespołach, między innymi z Anną
Marią Jopek, z Dorotą Miśkiewicz i z Henrykiem Miśkiewiczem.
Podobnie jak w przypadku mojej pierwszej płyty, jest on też
współ producentem tego projektu. Zagrał jak zwykle świetnie. Na
fortepianie Michał Tokaj, pianista dobrze znany na muzycznej
scenie. Za swoją płytę Bird Alone dostał Fryderyka w
kategorii najlepsza jazzowa płyta roku i uważam, że naprawdę
zasłużył na tę nagrodę. Na fluegelhornie zagrał fantastycznie
Robert Majewski. To muzyk obdarzony dużym smakiem, wyczuciem i
wspaniałym brzmieniem. Na harmonijce zagrał Gregoire Maret,
który na codzień gra z muzykami takimi jak Pat Metheny,
Cassandra Wilson czy Marcus Miller. Gregoire ma niezwykle
charakterystyczne brzmienie i uważam, że reprezentuje jeden z
trzech wielkich głosów na tym małym instrumencie, obok Tootsa
Thielemansa i Stevie Wondera. Kiedy usłyszałem jego nagrania,
wpadła mi do głowy myśl, że brzmienie to idealnie współgrałoby z
gitarą akustyczną. Ponadto w jedynym z utworów, jedynym nie
nagranym na "setkę", na instrumentach perkusyjnych gra z nami
legendarny Mino Cinelu, którego usłyszeć można na płytach
gigantów takich jak Miles Davis, Weather Raport czy Sting. W
utworze tym śpiewa też bardzo pięknie moja dobra przyjaciółka,
wokalistka, z którą gram od lat - Ania Jopek. Utwór ten
skomponowaliśmy razem podczas miłej biesiadki.
KI: Wspominałeś o roli jaką odegrał w kształtowaniu tej płyty
Michał Miśkiewicz. Szósty utwór, Gotlandia, jest przykładem
kompozycji, w której jego gra to sztuka przez duże "S".
NAP: Partia Michała jest tutaj tak ważna, że praktycznie nie
wyobrażam sobie tego nagrania bez niego. Jest to utwór we
względnie szybkim tempie, ale melodia utrzymana jest w
kontrastującym bardzo leniwym pulsie. Dlatego perkusja z
założenia jest tutaj motorem i klamrą spinającą wszystko w
całość.
KI: Słuchając gry Mino Cinelu ma się wrażenie, że nie gra on
na "przeszkadzajkach", jak się powszechnie określa instrumenty
perkusyjne, ale na pełnoprawnym i pełnowartościowym
instrumencie, takim jak gitara, bas czy piano. Dodaje on
niezwykle istotne dźwięki i pełni równorzędną rolę. Zupełnie nie
czuje się, że utwór grany jest tylko w trio.
NAP: Tak, to prawda. Współpracuję też z Mino w jednym z
projektów Ani i moim marzeniem było mieć tę jego wspaniałą,
uśmiechniętą, pogodną energię na własnej płycie. Zagrał
fenomenalnie.
KI: Moim zdaniem wszyscy grają fenomenalnie. Być może jest to
zasługą tego, że dałeś muzykom porządnie pograć na własnej
płycie. Pomimo sygnowania jej własnym nazwiskiem, nie wypychasz
swojego "ego" na pierwszy plan. Tam, gdzie wymaga tego muzyka,
usuwasz się nawet w cień.
NAP: Tak. Nie mam ambicji żeby nagrać jakąś kolejną gitarową
płytę. To mnie kompletnie nie interesuje. Zawsze myślę o muzyce
całościowo. Podobnie myślałem przy poprzednim solowym albumie.
Spełniam się w wielu zespołach, w wielu różnych projektach,
grając z różnymi ludźmi. Czasami gram solówki, a czasami
podkłady. Moim głównym celem było po prostu nagranie płyty z
dobrą muzyką. Jeśli grałbym tam na gitarze cały czas na
pierwszym planie i epatował techniką, to dla mnie byłaby to
zwyczajna nuda. Według mnie dobra muzyka to taka, która jest
różnorodna i kolorowa. Napisałem na płytę wszystkie utwory
oprócz The Long and Widning Road. Utwory te zagrali ze
mną wybitni muzycy o otwartych głowach Cieszę się że dali dużo
swojej wrażliwości tym utworom. Generalnie próbuję zostawić po
sobie jakiś ślad i nagrywać płyty po to, by ludzie po nie
sięgali mając radość ze słuchania muzyki. Całościowo.
KI: Wracając do tematu wyciszenia się. W dwóch miejscach na
płycie miałem dość wyraźne skojarzenia. Po pierwszych dźwiękach
utworu The Long and Widning Road przed oczami stanęła mi
okładka płyty Beyond the Missouri Sky Pata Metheny. Być
może wspólnym mianownikiem jest tu fascynacja Pata zespołem The
Beatles oraz twój nowy nabytek - gitara Lindy Manzer. Drugim
takim momentem był utwór Miró, który za sprawą
ascetycznego i niepokojącego piękna oraz brzmienia preparowanego
fortepianu przypomniał mi płytę Piano Leszka Możdżera.
Oba te wydawnictwa bardzo cenię.
NAP: Powiem szczerze, że nigdy nie słyszałem o tej fascynacji
Pata i w ogóle się na niego nie oglądałem. Wiadomo, że jest to
świetny muzyk, natomiast wydaje mi się, że ta płyta jest w duchu
trochę inna. Ma bogatsze instrumentarium i jest bardziej "open"
niż Beyond the Missouri Sky. Co do The Beatles, to od lat
bardzo cenię ich muzykę. Utwór The Long and Widning Road
napisał Paul McCartney. Któregoś dnia przypomniałem go sobie na
nowo, zachwyciłem się i pomyślałem, czy może by go nagrać na
swojej własnej płycie. W chwili kiedy graliśmy go w studiu,
poczułem jakąś niebywałą chemię, jaka się wydzieliła między
nami. Postanowiłem więc, jako pewną prowokację, umieścić ten
utwór jako pierwszy na płycie. Tym sposobem na początku znalazł
się najwolniejszy kawałek, w tempie grave, czyli grobowym.
(śmiech)
KI: Po nagraniu poprzedniej , elektrycznej płyty mówiłeś o
tym, jak dużo pracy i wysiłku trzeba było w nią włożyć. Czy
nagrywanie płyty spokojnej oznacza, że jest ją łatwiej nagrać?
NAP: I tak, i nie. Płyta NAP powstawała w dłuższym
okresie czasu. Po nagraniu materiału również na "setkę", bardzo
dużo czasu spędziliśmy nad tak zwaną post produkcją. Myśleliśmy
co tam dodać, co poprawić, jakie instrumenty dograć.
Powiedziałbym, że było to typowe podejście produkcyjne. Przy
płycie Wolno większość pracy odbyła się przed wejściem do
studia. Najwięcej pracy pochłonęło przygotowanie programu i
określenie pewnej wizji. Potem było już tylko wejście do studia
i granie. Po nagraniu materiału wybraliśmy tylko najlepsze
wersje, których zresztą zrobiliśmy niewiele. Tak więc czasu
zabrało nam to mniej, ale wysiłek był równie duży. Niezależnie
od tego, czy nagrywasz materiał energetyczny, czy spokojny,
starasz się maksymalnie skoncentrować bo musisz zostawić na
taśmie coś wartościowego. Jeśli chodzi o samą grę na gitarze, to
włożyłem w to więcej pracy niż na poprzedniej płycie. Wiązało
się to z koncepcją wykorzystania jednej tylko, akustycznej
gitary. Naturalnym moim instrumentem jest gitara elektryczna. Na
niej gram najczęściej. Musiałem się więc w gitarę akustyczną
mocniej "wgrać".
KI: Wgrałeś się bardzo dobrze. Kiedy słucham tej płyty to
czuję, że świetnie się bawisz grając na tej gitarze. Pełno tu
zmian dynamiki, artykulacyjnych smaczków, żonglowania barwą.
Zastanawiam się, na ile mocno zainspirowała Cię do stworzenia
tego albumu sama gitara? Czy stała się ona w pewnym sensie współ
kompozytorem muzyki?
NAP: W posiadanie gitary Lindy Manzer, na której nagrałem album,
wszedłem około 2 miesiące przed nagraniem płyty. Tak więc w
większości materiał powstał wcześniej. Mam jednak drugą, starszą
gitarę tej kanadyjskiej lutniczki. Oba te instrumenty są
fenomenalne. Jeśli gitara może mieć duszę, to one mają ją z
pewnością. Linda jest artystką wśród lutników i w swoje dzieła
wkłada całą siebie. Robi gitary dla takich muzyków jak Pat
Metheny czy Carlos Santana. W tej chwili nie można nawet się
zapisać na listę oczekujących na instrument od niej. Miałem więc
dużo szczęścia, że udało mi się zdobyć te gitary. Jeśli chodzi o
inspirację, to oczywiście wspaniały instrument daje ją, ale nie
jestem muzykiem, któremu instrument narzuca jakiś określony
sposób grania. Na pewno duże znaczenie miało to, że myśląc o
nagraniu płyty akustycznej, zacząłem po prostu spędzać z nią
dużo czasu. Uważam, że akustyczne instrumenty są
nieprawdopodobnie wymagające. Lecz jeśli im dużo dasz, to ci
dużo oddadzą. Cała ta sfera artykulacyjna, co słychać chociażby
w muzyce klasycznej, jest tu posunięta do bardzo dalekich
granic, dużo dalszych niż w większości przypadków, na przykład w
muzyce rockowej. Oczywiście na gitarze elektrycznej, kiedy masz
tylko gitarę, kabel i wzmacniacz, artykulacja też jest
niesamowicie ważna. Natomiast pudło jest pewnego rodzaju testem,
sprawdzianem, czy jesteś w stanie wydobyć z tej gitary jakieś
kolory, czy nie. Tak więc dla mnie było to niezwykle inspirujące
i naprawdę, im więcej dawałem tej gitarze, tym więcej ona mi
oddawała.
KI: Czy uważasz, że te doświadczenia z gitarą akustyczną
pomagają i wzbogacają w jakiś sposób twoją grę na gitarze
elektrycznej?
NAP: Mnie najbardziej inspiruje różnorodność. To jest podstawa.
Jeśli znasz moją biografię to wiesz, że grałem różne gatunki
muzyki, które dawały mi dużo radości. Granie na gitarze
akustycznej na pewno wzbogaca twoją grę na elektrycznej, ale nie
jest to bezpośrednie przełożenie. Na pewno lepiej jest ćwiczyć
tylko na akustyku jeśli masz zamiar grać na obu, niż ćwiczyć
tylko na elektryku jeśli chcesz grać na obu. Jeśli grasz tylko
na elektrycznej, to na akustycznej leżysz. Artykulacyjnie są to
różne instrumenty, ale gra na gitarze akustycznej budzi w tobie
pewien rodzaj wrażliwości na niuanse i smaczki artykulacyjne. Na
pewno to pomaga.
KI: Jeśli inspiruje cię różnorodność w muzyce, to z pewnością
lubisz wykorzystywać różne instrumenty. Jakie jest twoje
podejście do sprzętu?
NAP: Są różne szkoły, jeśli chodzi o sprzęt. Są muzycy tacy jak
John Scofield, którzy od kilkudziesięciu lat grają na jednej
gitarze i starają się z nią odnaleźć w różnych sytuacjach i
różnych kontekstach. Ja natomiast cenię sobie różnorodność
brzmieniową i staram się nauczyć wykorzystywać jak najlepiej
brzmienia różnych instrumentów.
KI: Aktualnie grasz na...?
NAP: Mam dwie gitary Johna Suhra (Standard i Classic T), dwie
akustyczne Lindy Manzer (z 1979 i 1982 roku), Ibaneza AS-100,
Don Grosh Set Neck oraz Relic Strat, dwunastostrunową Takamine,
klasyczną Arturo Sanzano, Teryks Acoustic Nylon i nylonowe
solid-body Piotra Witwickiego. Moje główne wzmacniacze do
akustyka to preamp pana Eugeniusza Czyżewskiego i Ashdown
Radiator 1 i 2, do elektrycznej head Bogner Ecstasy z paczką
Fender Tone Master 4x12. Efekty Lexicon MPX-1, MXR Envelope
Filter, IbanezTube Screamer TS10 i TS9, T-Rex Michael Angelo,
Cry Baby Wah, Line6 DL4, Electro Harmonics Memory Man i volume
Pedal Ernie Ball.Gram na strunach Ernie Ball czarnych kostek
Dunlop Jazz III.
KI: Przyjrzyjmy się jeszcze przez chwilę kompozycjom. Drugi
utwór na płycie, The Sum of All Days, skomponowałeś w
metrum na 5. Jak układa się tematy w nieparzystym metrum, aby
brzmiały tak naturalnie, że metrum to jest prawie niezauważalne?
NAP: Dobre pytanie. Nie wiem, wszystko powstało zupełnie
naturalnie i brzmi naturalnie. Nie odbyło się to tak, że
usiadłem i wykombinowałem - teraz ułożę kawałek liczony na 5.
Albo - mam fajną melodię na 4, ale ją trochę bardziej
skomplikuję, żeby było weselej. Nie. Po prostu od początku
słyszałem w głowie melodię tego utworu na 5 i może dlatego brzmi
naturalnie. Dziewiąty utwór na płycie, Beetwen a Smile and a
Tear, również jest w nieparzystym metrum, na 7/8.
KI: Właśnie w utworze Beetwen a Smile and a Tear grasz
ciekawie brzmiące arpeggia wykorzystujące puste struny. Możesz
nam je pokazać?
NAP: Oczywiście. Na wstępie gram akord Eadd9, czyli E dur z
dodaną noną. W drugim arpeggiu zmieniam jedynie prymkę z dźwięku
E na C otrzymując interesujący akord, który można by określić
jako pewną formę Cmaj7#11, tutaj bez tercji.
[Przykład 1 - przykłady pod artykułem]
KI: Drugi moment, który mnie zainteresował pojawia się w tym
utworze około 1:40. Grasz tam również arpeggia z wykorzystaniem
pustych strun.
NAP: W tym miejscu używam pustych strun 1 i 2. Na strunach 3,4 i
5 gram układ jaki znasz zapewne z opalcowania akordu sekstowego.
Grany od C#, wraz z pustymi strunami daje coś, co można by
określić jako C#m13. W drugim akordzie przesuwam tę formę pół
tonu w dół. Grana od C, wraz z pustymi strunami tworzy akord
Cmaj13. [Przykład 2]
KI: Równie niepokojące arpeggia grasz około 1:40 w szóstym
utworze, zatytułowanym Gotlandia. Brzmią one jednak
bardziej dysonansowo.
NAP: Tak, to dlatego, że występuje tam interwał sekundy małej
(półton). To samo opalcowanie najpierw gram od progu V, potem
przesuwam niżej do IV, następnie do VIII. Kolejne arpeggio jest
już inne, grane w I pozycji. [Przykład 3]
Każde arpeggio po zagraniu wybrzmiewa na kolejny takt, w którym
pojawia się z synkopą nuta basu. Zagram ci to razem z basem,
żeby kontekst był lepiej słyszalny.
KI: Brzmi to pięknie. Jedną z moich ulubionych kompozycji na
tej płycie jest Vietato Fumare. Charakterystycznym
momentem tematu w tym utworze jest wieńcząca go szybka fraza.
NAP: W tym miejscu gram na gitarze razem z Gregoire Maret na
harmonijce. Fraza ta zaczyna się arpeggiem akordu Gm z dodaną
noną. [Przykład 4]
KI: W tym samym utworze tworzysz bardzo ładne napięcia
wychodząc z i powracając do tonacji. Jaka jest twoja recepta
tutaj na granie "outside", z boku, na zewnątrz tonacji?
NAP: Jednym ze sposobów jest podstawienie sobie w myślach
dominanty i ogranie jej. Wyizolujmy może jedną frazę, na
przykład tę (fraza zaczynająca się około 2:43) i przeanalizujmy
co tam zagrałem. Solówka ta jest w Gm. Na początku gram po
pentatonice Gm (G Bb C D F). Pod koniec taktu wchodzę na
alterowaną dominantę D7alt - gram tu dźwięki ze skali D
alterowanej (D Eb F Gb G# Bb C). W kolejnym takcie wracam na Gm,
tym razem są to brzmiące bardziej lirycznie dźwięki skali G
eolskiej (G A Bb C D Eb F). [Przykład 5]
Oczywiście to o czym teraz rozmawiamy to analiza "po". Grając
improwizację nie myślę w ten sposób, tylko używam intuicji i
zmysłu melodycznego.
KI: Utwór ten jest bardzo ekspresyjny. W improwizacji
gitarowej wykorzystujesz nawet bluesowe podciągnięcia i
zdecydowanie odrywasz się od konwencji reszty płyty.
N.M.: Vietato Fumare najbardziej przypomina moje
poprzednie dokonania, z płyty NAP, płyt Funky Groove czy
zespołu Full Drive Henryka Miśkiewicza. Tkwi we mnie mocno ta
bluesowa dusza. Jest to zresztą akustyczna wersja tej samej
kompozycji nagranej na wydanej w tym roku płycie Full Drive 2.
Uznałem, że jest interesująca i postanowiłem sprawdzić jak
zabrzmi w akustycznej wersji. No i cóż... trzeba było "bluesować"!
(śmiech)
..::Przykłady do
artykułu::.. ////

[Przykład 1]

[Przykład 2]


[Przykład 3]

[Przykład 4]

[Przykład 5]
..::prasa::.. //// |