..::Już
myślę o swojej trzeciej płycie::.. //"Życie Warszawy"//
14 lutego 2008, rozmawia:
Przemek Dziubłowski
Rozmowa o krążku Wolno, muzyku z chmur i jazzowych klubach z
gitarzystą Markiem Napiórkowskim.
PD: Czy często zdarza Ci się grać dwa koncerty tego samego
dnia, jeden po drugim?
NAP: Nieczęsto, ale dziś tak właśnie będzie. W Akwarium mamy
kolejny przystanek na trasie promującej moją płytę Wolno,
a wcześniej z okazji nowego święta narodowego - walentynek -
towarzyszę Annie Marii Jopek w tradycyjnym już koncercie w Jazz
Cafe w Łomiankach.
PD: Szykuje się wieczór nastrojowej muzyki dla zakochanych...
NAP: Nie do końca. Walentynkowe koncerty Anny Marii w
Łomiankach, które odbywają się już od lat pięciu, mają swój
spontaniczny, niepowtarzalny klimat. A to ze względu na skład -
raz towarzyszyliśmy jej tylko ja i Henryk Miśkiewicz, a to ze
względu na instrumenty - był koncert kiedy graliśmy na suszarce
do włosów, grzechotkach czy durszlaku. Tam zawsze czeka jakaś
niespodzianka, dlatego cieszę się, że udało się mi pogodzić te
dwa koncerty. Co prawda do Jazz Cafe już nie ma biletów, ale do
Akwarium jeszcze można się dostać, więc zapraszam.
PD: Właśnie zagrałeś ponad 20 koncertów, dzień po dniu, promując
Twoją drugą solową płytę. Jakie kontrasty zaobserwowałeś,
występując w bardzo różnych częściach Polski?
NAP: Graliśmy w różnych miejscach: w wielkiej sali w
Gnieźnie, malutkiej w Sosnowcu i w teatrze, i w klubiku. Nieco
obawiałem się, że przyciszony nastrój i zwolniona dynamika, nie
zawsze trafią do słuchaczy. Że muzyka, która sprawdza się w
domowym zaciszu, przy kominku, nie porwie słuchacza na
koncercie. Obawy były niepotrzebne - muzycy, których zaprosiłem
są kreatywni, nie ograniczyliśmy się więc do balladowych
klimatów, a ludzie zawsze wychodzili zadowoleni. Ja też,
zwłaszcza, że graliśmy dużo trudniejszy materiał niż na płycie i
okazało się, że ludzie wcale nie oczekują łatwej i szybkiej
satysfakcji.
PD: Gdzie się grało najlepiej?
NAP: Najlepiej gra się w Jazz Cafe w Łomiankach.
Właścicielom tego klubu udało się wytworzyć pozytywny snobizm na
to miejsce. Bilety na mój koncert tam sprzedały się w ciągu
trzech godzin. Tam jest ekstremalna wymiana energii między
entuzjastycznie nastawioną publicznością a artystami, którzy
takich koncertów nie zapominają.
PD: Klubów jazzowych w Warszawie jest chyba za mało?
NAP: Absolutnie, jak na dwa miliony ludzi przydałoby się
jeszcze kilka. Cóż, ten najlepszy jest na obrzeżach stolicy,
nowe Akwarium to miejsce dla ludzi z zasobnym portfelem i wciąż
wiele osób nie wie. W Tygmoncie, któremu stołeczny jazz wiele
zawdzięcza, jest z kolei odwrotnie - wstęp jest darmowy, a ja
uważam, że za koncert trzeba płacić, bo w ten sposób szanuje się
własność intelektualną artysty.
PD: Twoje dwie solowe płyty to dwie różne bajki. W której
czujesz się lepiej: w tej wyciszonej, nastrojowej i akustycznej
z Wolno czy bardziej dynamicznej i elektrycznej z
pierwszego NAPa?
NAP: Przede wszystkim nie cierpię się nudzić. Już myślę o
tym, co zrobię na trzeciej płycie. Chciałbym, by było to coś
jeszcze innego. A gdzie się lepiej czuję? Wywodzę się na pewno z
grania elektrycznego, ale granie na gitarze akustycznej daje
dużo satysfakcji, zwłaszcza gdy gra się na żywo, więcej
improwizując.
PD: Nie jesteś jazzowym purystą, jako muzyk sesyjny brałeś
udział w nagraniu niezliczonej liczbie płyt popowych. W ubiegłym
roku współkomponowałeś świetny debiut Karoliny Kozak i zagrałeś
na nim. Czy biorąc udział w takich projektach, idziesz ze sobą
na jakiś kompromis?
NAP: Nie, po prostu nudziłbym się, gdyby grał tylko jazz.
Płyta, którą skomponowaliśmy razem z Karoliną rzeczywiście może
się podobać. Żeby było jasne - taki materiał to nie jest dla
mnie skok na kasę, to także artystyczne wyzwanie: dziewczyna
fajnie śpiewa, ma pomysły, a ja muszę się do niej kreatywnie
dostosować - to jest to. Teraz kończę pracę nad płytą z Dorotą
Miśkiewicz, którą także współkomponuję.
PD: Z Dorotą jesteś związany także prywatnie. Czy muzyka
przenika przez całe Wasze życie, czy czasem mówicie sobie: dziś
o niej nie będziemy rozmawiali?
NAP: Muzyka przenika przez nasze życie, ale bez przesady -
kiedy oglądamy film na DVD nie rozmawiamy o płycie. Ale życie
lekkie nie jest - muzyka to praca na pełen etat, ciągłe podróże,
tempo, stres. Ja to lubię.
PD: Marzysz, żeby z kimś zagrać?
NAP: Nie mam takich myśli, może dlatego, że mam szczęście
zazwyczaj grać ze wspaniałymi muzykami, tak jak choćby tę trasę:
z Michałem
Tokajem,
Robertem
Kubiszynem
i
Michałem
Miśkiewiczem.
Grywałem i z wielkimi muzykami z zagranicy. To trochę zmieniło
moje podejście: kiedyś podniecałem się; że jak bym zagrał z tym
a z tym, to by dopiero było. Teraz kiedy grałem choćby z Patem
Methenym, rozumiem, że nieważne z kim grasz, ważne jest tylko
muzyczne porozumienie. Natomiast, na płycie chciałbym zobaczyć
muzyka, który gra w chmurach - Wayne'a Shortera. Niestety, nie
jestem w tej sprawie wielkim optymistą.
..::powrót::.. ////